Monday, November 28, 2011

Wednesday, November 2, 2011

Bon Iver, 1/11/2011 C-Halle, Berlin

Niezwykle ciężko opisać koncert zespołu, który od zawsze był w mojej ścisłej czołówce, a po tegorocznej płycie (płycie roku, jeszcze przed końcem roku) prawdopodobnie stał się moim ulubionym. Tym bardziej, że ten zespół jest naprawdę dobry koncertowo, a setlista przechodzi najśmielsze oczekiwania. Po prostu w języku polskim brakuje słownictwa na opisanie wczorajszego koncertu Bon Iver'a w C-Halle.

Nic dziwnego, że koncert był już od dawna wyprzedany, a przed klubem było mnóstwo ludzi z kartkami "Ich suche 1 ticket" (oraz sprytnych żuli, którzy zbierali resztki jedzenia i napojów pozostawione przed budynkiem, w Polsce się z tym nie spotkałem). No i sam koncert... Bon czarował od pierwszych dźwięków Perth. Zupełnie mnie obezwładnił, stałem jak wryty i po prostu patrzyłem na to, co się dzieje na scenie. Przez moje ciało przeszły ciarki, które zresztą powtórzyły się jeszcze dwukrotnie tego wieczoru, na Skinny Love i końcówce The Wolves, act I & II.

Usłyszeliśmy w całości nową płytę (Bon Iver - Bon Iver), dużo kawałków z pierwszej oraz Blood Bank w bardzo ciekawej, energetycznej aranżacji. Również Skinny Love zagrane było inaczej niż można się spodziewać. Otóż Justin Vernon grał na mniejszej, zabytkowej gitarze, a reszta chłopaków (oprócz perkusistów) zebrała się w dwóch grupkach obok niego. Klaskali, tupali, byli chórkiem. Przez cały koncert było widać, że świetnie się bawili, a sam Justin, mimo że niewiele mówił, trzymał świetny kontakt z publicznością.

Kawałki z nowej płyty zagrane na żywo same się bronią. Na uwagę zasługują również Flume; niesamowite The Wolves (cała sala śpiewała końcowe "What might have been lost"); zupełnie niespodziewana, mocna końcówka Creature Fear, która sprawiała wrażenie improwizowanej, a momentami przebrzmiewało z niej Team; no i delikatne Re: Stacks, podczas którego na scenie był tylko J.V. Jednak moim osobistym momentem koncertu było właśnie Perth. Ogółem warto było wydać miliony dolarów na bilet i dojazd, czekać dwie i pół godziny pod sceną, stać na nudnym supporcie, włóczyć się nocą po Berlinie, spotkać pijanego niemca-psychopatę, przypadkiem trafić do dzielnicy transwestytów-prostytutek i spędzić resztę nocy, dłużącej się w nieskończoność, na Zentraler Omnibusbanhof'ie. Dla takiego koncertu, mógłbym to powtórzyć. Jeszcze kilka razy.

M.K

SETLISTA:
Perth
Minnesota, WI
Holocene
Towers
Michicant
Hinnom, TX
Wash.
Flume
Creature Fear
Re: Stacks
Skinny Love
Calgary
Lisbon, OH
Beth/Rest
The Wolves (Act I and II)
Encore:
Blood Bank
For Emma