Monday, November 28, 2011
The Antlers, Magnet Club, Berlin, 25.11.11
Nie mam słów, żeby to opisać, wrzucę jakieś nagrania jak tylko pojawią się w sieci.
Wednesday, November 23, 2011
Tuesday, November 22, 2011
Monday, November 21, 2011
Sunday, November 20, 2011
Saturday, November 19, 2011
Friday, November 18, 2011
Thursday, November 17, 2011
Wednesday, November 16, 2011
Tuesday, November 15, 2011
Monday, November 14, 2011
Thursday, November 10, 2011
M83 - Teen Angst
M83 "Teen Angst" from Matthew Frost on Vimeo.
Song of the day for the next 100000 days
Wednesday, November 9, 2011
Tuesday, November 8, 2011
Monday, November 7, 2011
Friday, November 4, 2011
Thursday, November 3, 2011
Wednesday, November 2, 2011
Bon Iver, 1/11/2011 C-Halle, Berlin
Niezwykle ciężko opisać koncert zespołu, który od zawsze był w mojej ścisłej czołówce, a po tegorocznej płycie (płycie roku, jeszcze przed końcem roku) prawdopodobnie stał się moim ulubionym. Tym bardziej, że ten zespół jest naprawdę dobry koncertowo, a setlista przechodzi najśmielsze oczekiwania. Po prostu w języku polskim brakuje słownictwa na opisanie wczorajszego koncertu Bon Iver'a w C-Halle.
Nic dziwnego, że koncert był już od dawna wyprzedany, a przed klubem było mnóstwo ludzi z kartkami "Ich suche 1 ticket" (oraz sprytnych żuli, którzy zbierali resztki jedzenia i napojów pozostawione przed budynkiem, w Polsce się z tym nie spotkałem). No i sam koncert... Bon czarował od pierwszych dźwięków Perth. Zupełnie mnie obezwładnił, stałem jak wryty i po prostu patrzyłem na to, co się dzieje na scenie. Przez moje ciało przeszły ciarki, które zresztą powtórzyły się jeszcze dwukrotnie tego wieczoru, na Skinny Love i końcówce The Wolves, act I & II.
Usłyszeliśmy w całości nową płytę (Bon Iver - Bon Iver), dużo kawałków z pierwszej oraz Blood Bank w bardzo ciekawej, energetycznej aranżacji. Również Skinny Love zagrane było inaczej niż można się spodziewać. Otóż Justin Vernon grał na mniejszej, zabytkowej gitarze, a reszta chłopaków (oprócz perkusistów) zebrała się w dwóch grupkach obok niego. Klaskali, tupali, byli chórkiem. Przez cały koncert było widać, że świetnie się bawili, a sam Justin, mimo że niewiele mówił, trzymał świetny kontakt z publicznością.
Kawałki z nowej płyty zagrane na żywo same się bronią. Na uwagę zasługują również Flume; niesamowite The Wolves (cała sala śpiewała końcowe "What might have been lost"); zupełnie niespodziewana, mocna końcówka Creature Fear, która sprawiała wrażenie improwizowanej, a momentami przebrzmiewało z niej Team; no i delikatne Re: Stacks, podczas którego na scenie był tylko J.V. Jednak moim osobistym momentem koncertu było właśnie Perth. Ogółem warto było wydać miliony dolarów na bilet i dojazd, czekać dwie i pół godziny pod sceną, stać na nudnym supporcie, włóczyć się nocą po Berlinie, spotkać pijanego niemca-psychopatę, przypadkiem trafić do dzielnicy transwestytów-prostytutek i spędzić resztę nocy, dłużącej się w nieskończoność, na Zentraler Omnibusbanhof'ie. Dla takiego koncertu, mógłbym to powtórzyć. Jeszcze kilka razy.
M.K
SETLISTA:
Perth
Minnesota, WI
Holocene
Towers
Michicant
Hinnom, TX
Wash.
Flume
Creature Fear
Re: Stacks
Skinny Love
Calgary
Lisbon, OH
Beth/Rest
The Wolves (Act I and II)
Encore:
Blood Bank
For Emma
Nic dziwnego, że koncert był już od dawna wyprzedany, a przed klubem było mnóstwo ludzi z kartkami "Ich suche 1 ticket" (oraz sprytnych żuli, którzy zbierali resztki jedzenia i napojów pozostawione przed budynkiem, w Polsce się z tym nie spotkałem). No i sam koncert... Bon czarował od pierwszych dźwięków Perth. Zupełnie mnie obezwładnił, stałem jak wryty i po prostu patrzyłem na to, co się dzieje na scenie. Przez moje ciało przeszły ciarki, które zresztą powtórzyły się jeszcze dwukrotnie tego wieczoru, na Skinny Love i końcówce The Wolves, act I & II.
Usłyszeliśmy w całości nową płytę (Bon Iver - Bon Iver), dużo kawałków z pierwszej oraz Blood Bank w bardzo ciekawej, energetycznej aranżacji. Również Skinny Love zagrane było inaczej niż można się spodziewać. Otóż Justin Vernon grał na mniejszej, zabytkowej gitarze, a reszta chłopaków (oprócz perkusistów) zebrała się w dwóch grupkach obok niego. Klaskali, tupali, byli chórkiem. Przez cały koncert było widać, że świetnie się bawili, a sam Justin, mimo że niewiele mówił, trzymał świetny kontakt z publicznością.
Kawałki z nowej płyty zagrane na żywo same się bronią. Na uwagę zasługują również Flume; niesamowite The Wolves (cała sala śpiewała końcowe "What might have been lost"); zupełnie niespodziewana, mocna końcówka Creature Fear, która sprawiała wrażenie improwizowanej, a momentami przebrzmiewało z niej Team; no i delikatne Re: Stacks, podczas którego na scenie był tylko J.V. Jednak moim osobistym momentem koncertu było właśnie Perth. Ogółem warto było wydać miliony dolarów na bilet i dojazd, czekać dwie i pół godziny pod sceną, stać na nudnym supporcie, włóczyć się nocą po Berlinie, spotkać pijanego niemca-psychopatę, przypadkiem trafić do dzielnicy transwestytów-prostytutek i spędzić resztę nocy, dłużącej się w nieskończoność, na Zentraler Omnibusbanhof'ie. Dla takiego koncertu, mógłbym to powtórzyć. Jeszcze kilka razy.
M.K
SETLISTA:
Perth
Minnesota, WI
Holocene
Towers
Michicant
Hinnom, TX
Wash.
Flume
Creature Fear
Re: Stacks
Skinny Love
Calgary
Lisbon, OH
Beth/Rest
The Wolves (Act I and II)
Encore:
Blood Bank
For Emma
Tuesday, November 1, 2011
Subscribe to:
Comments (Atom)